Tuesday, June 11, 2013

Dlaczego Real?

Wiele osób zadaje mi pytanie dlaczego kibicuję Realowi Madryt. Szczerze powiedziawszy to nie potrafię do końca odpowiedzieć na pytanie. Ale może od początku...

Realem zainteresowałam się można powiedzieć przypadkowo, w sezonie 2009/10. Jakoś w tygodniu pojechałam do mojego kuzyna Kamila na noc, czasami tak robimy... Ale nie ważne. No i wieczorem sobie siedzieliśmy przed telewizorem i tak przełączaliśmy kanały. Mój kuzyn przerzucił na jakiś sportowy kanał na którym akurat zaczynał się mecz Champions League, tzn. ta ramówka. Ja nie bardzo interesowałam się wtedy piłką nożną, czasami obejrzałam z tatą mecz polskiej reprezentacji, ale nie ciekawiło mnie to zbytnio. Zaczęliśmy oglądać, z nudów nawet mecz wydawał mi się dobrym pomysłem. Jak się potem okazało był to mecz, w którym grał Real Madryt bodajże z Marsylią (nie jestem tego pewna, ale pamiętam, że Real wygrał wtedy 4:0). Na początku nie byłam bardzo zaciekawiona tym co się dzieje na boisku, ale oglądałam. Z minuty na minutę coraz bardziej się wciągałam, coraz bardziej podobała mi się gra Królewskich. Mój kuzyn, który lubi Real po koleji wymieniał mi wszystkich piłkarzy, którzy grali w tamtym meczu. Ten wieczór był przełomowy. W kolejnych dniach zgłębiałam historię Realu, poznawałam piłkarzy, którzy grali, oglądałam mecze. Można powiedzieć, że uczyłam się prawdziwej piłki nożnej, jak sobie porównywałam grę Realu Madryt z grą reprezentacji to... Po jakimś czasie uzależniłam się od Realu, od piłkarzy, od ich gry, od tych cudownych emocji podczas meczu. Stałam się Madridistką nie zdawając sobie w sumie z tego sprawy.

Teraz, gdy już przytoczyłam wam tą historię mogę w jakimś stopniu odpowiedzieć na pytanie, które postawiłam sobie na początku tej notki : "Dlaczego Real?"
Bardzo mi się podoba ich piękna, wciągająca i szybka gra. Dwa-trzy podania i już znajdują się pod polem karnym przeciwnika. Wszyscy piłkarze dają z siebie 100%. Czasami przegrywają, to prawda, ale walczą do samego końca. Królewscy tworzą jedną wielką rodzinę od której bije ogromne ciepło i sympatia, które same przyciągają.
 Przez te kilka lat przeżyłam wiele, od euforycznej radości do łez smutku po porażce. Każdy mecz, każda przegrana sprawiają, że jestem za Realem coraz bardziej (choć nie wiem czy bardziej się da). Kibicowanie Realowi nauczyło mnie, że zawsze trzeba być optymistą, zawsze trzeba wierzyć. Przytoczę kilka takich przykładów z sezonu, który niedawno się zakończył bo nie będę wyciągać starych spraw sprzed kilku lat. Po remisach 1:1 zarówno w Copa del Rey z Barceloną oraz w Champions League z Manchesterem United wiele osób skreśliło Real jako zespół który awansuje dalej. Przecież grali na strasznie trudnych stadionach, Camp Nou, Old Trafford... Tam Barcelona i United nie odpuszczą...
Mimo tego ja wierzyłam w to, że wygramy, że awansujemy do dalszej fazy. Nie pomyliłam się, w rewanżu z Barcą Real łatwo wygrał 1:3 ustanawiając tym samym najwyższą wygraną przeciwko Barcelonie na Camp Nou od ponad pięćdziesięciu lat. Na Old Trafford nie było tak łatwo, ale niesamowita bomba Luki Modrića i piękny gol Cristiano Ronaldo dały nam awans.
Po tych dwóch meczach wiedziałam, że jestem skłonna uwierzyć we wszystko. Tak też się stało, po katastrofalnym wyniku w meczu z Borussią Dortmund w kwietniowym meczu pół finału Champions League uwierzyłam, że 3:0 na Santiago Bernabeu to nic trudnego. Co prawda wiarę we mnie do końca obudziła pewna osoba, wcale nie kibicująca Realowi. Do dzisiaj jestem jej za to wdzięczna. Tydzień później zabrakło tylko dziesięciu minut, a jestem pewna, że Real awansowałby do finału.

Uhuh... Ale się rozpisałam... Mam nadzieję,  że wam się podobało. Bardzo was proszę, jeśli przeczytaliście tą notkę to zostawcie po sobie komentarz. Napiszcie co o tym sądzicie.
Jak macie jakieś pytania  to zapraszam na mojego aska: http://ask.fm/ElSanta1

No comments:

Post a Comment